sobota, 26 listopada 2016

Rozdział 13. Zaczyna się

Rozdział 13, pechowy, bo jak widać bardzo spóźniony. Dziękuję wszystkim tym, którzy ze mną zostali, pomimo tak długiej przerwy. Teraz wracam i staram się pisać w miarę na bieżąco. Ponadto poprawiam stare rozdziały, więc mogą zostać wprowadzone drobne zmiany w tym co już było, jednak nie wpływające raczej na treść bieżących rozdziałów. Dzisiaj dosyć krótko, ale już następny rozdział będzie dłuższy i treściwszy ;)





Weekend minął na słodkim lenistwie - czy to nad kubkiem gorącej czekolady i podręcznikiem do transmutacji, jak w wypadku Scorpiusa, czy to na próbach nauczenia się kilku zaklęć, jak w wypadku Ala, czy też z koleżankami i plotkowaniu o innych uczniach, jak w wypadku Rose. Godziny mijały szybko, odmierzane rytmicznym tykaniem zegara. Dopiero poniedziałek wprowadził pewną odmianę.
Zaczęło się od burzy. Urwanie chmury nastąpiło jeszcze w nocy, budząc wszystkich gromami, hukiem i błyskami. Krople uderzały o szyby, spływając po nich kaskadami. Zapomniane, otwarte okno w pokoju wspólnym trzaskało, bo nikt nie chciał wstać i wyjść z bezpiecznej przystani, osłoniętej kotarami łóżka, aby je zamknąć. W końcu jakiś litościwy gryfon zmiłował się nad innymi i ruszył, aby dokonać dzieła wielkiej odwagi - wystawienia nosa spod kołdry, przejścia przez dormitorium, nie spadnięcia ze schodów, mimo oczu, które same się zamykają od niewyspania, zamknięcia okna nie wypadając przez nie jednocześnie i powrotu tą samą niebezpieczną trasą. 
Poranek wcale nie poprawił pogody -  szyby w oknach drżały co chwile od gromów. Uczniowie niechętnie wstawali do życia odwlekając wyjście z łóżka. Nic dzisiaj nie szło jak powinno. Ciągle słychać było przekleństwa - czy to na zgubioną skarpetkę, czy to na elektryzujące się włosy, czy to na budzik, który nie zadzwonił...
Scorpius nerwowo połykał śniadanie, nie chcąc spóźnić się na Obronę przed Czarną Magią. Al miał minę niczym Inferius i patrzył w koło nieprzytomnie, Rose próbowała na migi porozumieć się z Aydenem, a James zerkał na Scorpiusa badawczo. Powoli zbliżał się ostateczny termin na rozwiązanie zakładu, a napięcie między starszym Potterem i Malfoyem rosło.
Scorpius odłożył sztućce na talerz i dopił sok. Zgarnął kilka jabłek z patery i wrzucił do torby, widząc, że Al na razie nie obudził się na tyle, aby coś zjeść. Rose pokiwała ręką Aydenowi niecierpliwie, ale udała się za Malfoyem i Alem w stronę sali. 

* * *

- Co jest najważniejsze w Obronie przed Czarną Magią?
Profesor Wraithwood patrzył na uczniów z uśmiechem, lecz twardo stukając palcami w blat biurka. 
Stuk. Stuk.
-Wszystko jest bronią! - zawołali chórem uczniowie.
Profesor pokiwał głową, lecz jego palce wciąż stepowały po blacie.
-Liczę, że wszyscy odrobiliście zadanie domowe?
Stuk. Stuk.
Chórowe potwierdzenie. 
Stuk. Stuk.
-Więc każde z was ma listę dziesięciu zaklęć, których nie ma w podręczniku?
Stuk. Stuk. 
Znów potwierdzenie.
Cisza.
Profesor uśmiechnął się sympatycznie.
-Więc dziś je wypróbujecie... - kilkusekundowa przerwa w której uśmiech profesora jeszcze się powiększył - ... na sobie nawzajem.
Scorpius przełknął ślinę i wymienił przerażone spojrzenia z Alem i Rose.

* * *

Nathaira Noctepuer ignorowała profesor Trelawney, jak zwykle zajętą przepowiadaniem rychłej śmierci kolejnemu uczniowi. Ślizgonka bazgrała piórem po swoim egzemplarzu demaskowania przyszłości, lecz nie przykładała do swej twórczości większej uwagi, pogrążona w myślach.
Żałowała, że Scorpius Malfoy nie trafił do Slytherinu. Dzięki niemu bez większych problemów osiągnęłaby swój cel. Niestety, los chciał inaczej.
-Niebezpieczeństwo! - Nathaira wzdrygnęła się gdy natchniony głos Sybilli Trelawney wytrząsnął ją z zamyślenia - Panno Noctepuer, dziś czeka panią coś strasznego! Zagrożenie! Śmierć! Coraz bliżej! Mrok powraca, aby zebrać żniwo śmierci! To dopiero początek!!!
Nathaira westchnęła cicho. Podejrzewała, że grożenie śmiercią to najczęstszy sposób Trelawney na zwrócenie uwagi nieuważnemu uczniowi. No cóż, dziś sama była sobie winna - dotąd nigdy nic nie wybijało jej uwagi od zajęć, nawet tak nudnych jak wróżbiarstwo.

* * *

James próbował pozbyć się Aydena. Krukon od kilku dni ciągle się za nim wlókł i zajmował wolny czas. Pozbycie się go było prawie niemożliwe. No właśnie - prawie...
James uśmiechnął się. Miał możliwość uciec Aydenowi i skutecznie go unikać, dopóki nie będzie miał więcej wolnego czasu, którego teraz nie miał. Cała masa rzeczy do zrobienia - zakład z Malfoyem, zemsta na nim za pomocą prezentu od wujka George'a, treningi quidditcha, nauka, spotkania z Abigail, teraz jeszcze spotkanie z pewną osobą... Na Aydena nie miał chwilowo czasu...
Szli właśnie we dwóch przez korytarz na czwartym piętrze. Ayden gadał coś o quidditchu, lecz James puszczał to koło ucha. Tak, to tutaj...
-O, to Nathaira! -zawołał nagle, wskazując na dziewczynę znikającą za rogiem - Mam do niej sprawę! Zaraz wracam!
Zaczął biec, a Ayden za nim, lecz James był szybszy. 
Gdy Ayden wybiegł za zakrętu na korytarzu już nikogo nie było...

* * *

James zatrzymał się w tajemnym przejściu prowadzącym w zupełnie inną część zamku. Wyciągnął z torby mapę huncwotów - zabrał ją swojemu ojcu. Cały Harry Potter - tak ważną rzecz zostawił na biurku, kompletnie bez opieki. Szkoda tylko, że peleryna niewidka nie była podobnie traktowana, bo wtedy James miałby wszystko w zasięgu ręki. To właśnie dlatego profesor Sinistra przyłapała go na wieży astronomicznej - widział ją, zbliżającą się, ale nie miał już gdzie się schować. Pech... Ale teraz udało się skutecznie uciec Aydenowi. Tylko musiał znaleźć jeszcze jedną osobę na mapie i załatwić małą sprawę...

* * *

Ayden zaklął... Chciał zająć Jamesa jak najdłużej, aby przypodobać się Rose, a ten cholerny gryfon zniknął... No tak, teraz trzeba wprowadzić dalszy ciąg ich planu... 
Zerknął na zegarek i zmarszczył brwi - nie był pewien, czy uda mu się wszystko zrobić w odpowiednim czasie, ale musiał spróbować. W każdym razie Rose będzie zadowolona, a on zarobi u niej kilka punktów. 
W szybkim tempie ruszył korytarzem w stronę schodów.

* * *

Nathaira szła ze zmarszczonymi brwiami i nieobecnym wzrokiem. Mięła w palcach swój krawat w zielono-srebrne paski, na przemian zawiązując go mocniej i poluzowując.
Nawet nie zauważyła, że w korytarzu w który weszła wszystkie postacie na obrazach narzekają, próbując zdjąć wyczarowane na ich oczach opaski. Było pusto i ciemno - większość pochodni była zgaszona. 
- Avada Kedavra!
Nathaira nagle sprowadzona na ziemie schyliła się, a zaklęcie uderzyło w ścianę nad jej głową. Odwróciła się, lecz postać, która w nią celowała miała na sobie płaszcz, którego kaptur zasłaniał jej twarz. 
Odskoczyła, czując w brzuchu skurcz i chłód zaciskającego trzewia strachu. Przełknęła ślinę i zmrużyła oczy - nie będzie krzyczała ani okazywała strachu!
Pomimo świetnego refleksu Nathaira nie zdołała uniknąć kolejnego zaklęcia.

czwartek, 30 lipca 2015

Notka informacyjna i bonus wyjaśniający

Notka informacyjna i bonus wyjaśniający



-Mam! Mam pokera! - James z radości zatarł ręce - Ab, przegrałaś stanik...
Uśmiechnął się szelmowsko i puścił oczko do wkurzonej gryfonki. Obok Autorka tasowała karty patrząc w dal.
Abigail zarumieniła się i zaczęła odpinać ramiączka. Po chwili odpięła stanik i wyciągnęła go spod podkoszulka.
-Jak ktoś sobie coś pomyśli, to to będzie tylko i wyłącznie twoja wina, Jamie...
-Dobra, gramy dalej - Autorka otrząsnęła się z zamyślenia i zaczęła rozdawać karty i już po chwili zaczęła zgrzytać zębami - Dobra, wymieniam trzy...
-Dwie.
-Jedną.
Już po chwili Abigail uśmiechała się triumfująco, a James i Autorka stracili resztki dobrego humoru...
-Ale jak to? - James odezwał się płaczliwie - Niby wygrałem, ale takiej wygranej nie chcę!
-Nieważne, czy chcesz, czy nie - Abigail pokazała mu język - Wygrałeś pobyt w skrzydle szpitalnym. Autorko?
-Wygrałam zepsutego laptopa bez możliwości naprawy... Kur... - Autorka wtrąciła słówko po polsku, źle widziane przez osoby szczególnie świątobliwe - Ile mnie nie będzie? Miesiąc?
-Pewnie dłużej - pocieszyła ją Abigail, nieudolnie ukrywając triumfujący uśmiech - Ale nie martw się, przeżyjemy bez ciebie...
-Tego się własnie boję - Autorka rzuciła ponure spojrzenie rudej gryfonce - A miałam tyle pomysłów... Jak odzyskam komputer, czeka cię straszny los, kochana, nie susz tak tych swoich ząbków...
-Ale czemu skrzydło szpitalne? - James nadal lamentował - Ja nie chcę! Skorek wygra zakład!
-I nic mu z tego nie przyjdzie - poinformowała go autorka z westchnieniem - Za to będziesz miał z nim inne starcie, nie martw się...
-Serio? - James się rozchmurzył - A wygram?
-Nie wiem.
Uśmiech Jamesa zbladł. W tym momencie Scorpius, Rose i Albus weszli do pokoju wspólnego Gryffindoru. Abigail schowała się w fotelu poprawiając bluzkę, James podskoczył, jak przyłapany na gorącym uczynku, a Autorka pstryknęła palcami i zniknęła, razem z bluzką wstrząśniętej Abigail, posyłając tylko młodej gryfonce złośliwy uśmiech.
-Co wy tu robicie? - spytał wstrząśnięty nagłym widokiem James
-Eeeee, wchodzimy do pokoju WSPÓLNEGO? - Al spojrzał na brata dziwnie - A TY co robisz, że taki czerwony na twarzy jesteś?
-Jaaa? Eeee, nic... Absolutnie nic...James patrzył na wszystko, byle nie patrzeć na nich. W pewnej chwili Rose podeszła do jednego z foteli i podniosła leżący na podłodze stanik.-Abigail, to twój?Z fotela, który do tej pory zasłaniał James wstała Abigail w samej spódnicy i zasłaniając tułów koszulą podeszła do Rose i z pokerową miną odebrała swoją własność.-To my może nie przeszkadzajmy... - Scorpius popchnął Albusa i ruszyli w stronę dormitorium, a Rose śmiejąc się ruszyła za nimi.

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 12. Szmalcownik, zaklęcia i zaskakująca tradycja

 Po przejściowych problemach wracam z rozdziałem dwunastym. 
Oświadczenie:Wszelkie błędy, et cetera, są winą tylko i wyłącznie autora, i jak ktoś uważa inaczej, może szukać innego bloga do czytania. Koniec oświadczenia.
Aby nie przedłużać - rozdział dedykuję May i Pucie. 
Komentarze karmią weną i zasilają konto W.E.S.Z.'y, więc warto komentować.I oczywiście brać udział w ankiecie,którą macie po... eeee, lewej... Wcześniej była z prawej, ale mamy nowy szablon.
Właśnie!Za szablon dziękuję Aydenowi (jeszcze raz, ale ciii). Nadal będziemy go dopracowywać, ale już jest piękny!
A teraz enjoy!


- No pięknie... Najmłodszy gówniarz Malfoyów... - Scabior uśmiechnął się do niego - Rodzice już cię wydziedziczyli za trafienie do Gryffindoru czy nadal usiłują grać "tych dobrych"?
Scorpius spojrzał na Szmalcownika spode łba.
- Czego chcesz?
Twarde spojrzenie ducha przeszyło go na wylot. W zamku panował chłód, który jeszcze spotęgował nieprzyjemne uczucie u Scorpiusa. Jedyne, co wybijało się z owej ponurej atmosfery, to ptaki śpiewające na błoniach i słońce rozlewające się ciepłą plamą na posadzce.
- Twoja rodzina pozbawiła mnie zarobku za schwytanie Pottera... - wysyczał Scabior w stronę młodego Malfoya - Ciekawe, swoją drogą, że syn Draco Malfoya kumpluje się z Potterami i Weasleyami... Ale jak patrzyłem wtedy w oczy tej łajzy, to widać było, że nie miał jaj być Śmierciożercą... A Lucjusz? Też żałosny... Miał wszystko, stoczył się najniżej...
"On ci nic nie zrobi" - powtarzał sobie Scorpius, po czym ruszył i przeszedł przez zaskoczonego ducha. Albus i Rose pobiegli za nim.
- Myślisz, że się mnie pozbędziesz? - Scabior unosił się w powietrzu, podążając za Scorpusem - Ja ci nie dam spokoju... Gdyby nie twoja rodzina, zarobiłbym tyle, aby nie brać udziału w bitwie o Hogwart. Jeszcze bym żył!
- Trzeba było nie brać, nikt ci nie kazał. - powiedział w przestrzeń blondyn.
- Jak śmiesz?! Zero szacunku wobec śmierci!
- Zginąłeś na własne życzenie...
- To wina twojej rodziny! A przez to ty też jesteś winny! Masz mnie na sumieniu! Tak samo jak Longbottom! To on był bezpośrednią przyczyną mojego zgonu...To on...
- To on po raz kolejny każe ci się stąd zmyć. - jakby z powietrza pojawił się obok nich profesor Longbottom - Scabior, znów mam na ciebie rzucić zaklęcie odstraszające
- Nie zrobisz tego, morderco...
Profesor zielarstwa westchnął i wyciągnął różdżkę.
- Zapamiętajcie to zaklęcie. Może wam się przydać w przyszłości, jeżeli jakiś duch narzucałby się wam. - po czym skierował różdżkę na Scabiora, który odsunął się patrząc z lękiem na drewniany patyk. - Spirite absum!
Jakaś niewidzialna siła odrzuciła Szmalcownika przez ścianę. Longbottom schował różdżkę do kieszeni, po czym uśmiechnął się do nich.
- Nie wszystkie duchy w Hogwacie są miłe, ale na każdy problem znajdzie się rozwiązanie. Nigdy się nie poddawajcie. Nieważne, jak źle by było, jasne?
- Tak jest, panie profesorze.
Longbottom podrapał się po głowie z zażenowaną miną.
- Jak jesteśmy sami, mówcie mi po imieniu. Jesteście jak rodzina...
- Dobrze, wujku - Rose uśmiechnęła się przekornie.
- Ech, potwory... - Neville wywrócił oczami. - Biegnijcie na obiad, bo się spóźnicie.

Przy stole Gryfonów Fred - kuzyn Albusa i Rose - transmutował sztućce tak, że wyrosły im nóżki i uciekały przed ludźmi po całym stole. Roxanne zaczęła bić go po głowie podręcznikiem, każąc cofnąć zaklęcie. Lucy robiła sobie makijaż zaklęciem, Louis wyczarował setkę małych ptaszków, które rozleciały się po całej sali, Dominique i Molly rozmawiały, chichocząc tak głośno, że słychać je było na drugim końcu zamku i jedynie Victorie spokojnie czytała książkę.
- Weasleyowie opanowali świat... - mruknął Al, siadając i łapiąc latający wokół komplet sztućców. - Jak to dziadostwo teraz odczarować?
- Może spróbować Reparifarge. - Zaproponował Scorpius, sam chwytając inny zestaw. - To odwraca błędną transmutację...
- Czy ja wiem, czy dorobienie sztućcom nóżek jest błędem... Myślę, że Fred osiągnął to, co zamierzał...
- Warto spróbować, może cofa też nie-błędne transmutacje? - Rose wyjęła różdżkę i machnęła w stronę kilkudziesięciu par widelców, noży, łyżek i łyżeczek, tańczących w kółeczku na krótkich nóżkach. - Reparifarge!
Jak widać zaklęcie cofa skutki nie tylko nieprawidłowych transmutacji, bo nóżki zniknęły, a sztućce rozsypały się po stole. Przechodząca obok Samantha Nott razem z koleżankami - Madeleine Gaunt, Camille Flint i Tarją Malfoy zaśmiały się drwiąco, widząc chaos przy stole Gryfonów. Sara Roth zamachała wesoło do Scorpiusa, Albusa i Rose, prawie podbijając oko siedzącej obok May. Rejwen zerkała na Puzla siedzącego przy stole Ślizgonów - znów byli o coś pokłóceni. Krótko mówiąc, dzień jak każdy inny.
Po chwili do stołu podszedł profesor Longbottom i uspokoił Freda, każąc mu odczarować sztućce, usunął ptaszki, latające dookoła i uciszając Dominique i Molly. Później odjął Gryffindorowi punkty i ruszył w stronę Hufflepuffu gdzie jeden z uczniów podarował drugiemu czapkę, która po założeniu na głowę zaczęła obrastać trawą i nie dało się jej zdjąć.

Po obiedzie całą trójką ruszyli do biblioteki, gdzie wypożyczyli stertę książek, aby znaleźć zaklęcia nieuwzględnione w indeksie ich podręcznika. Wbrew pozorom nie było to takie łatwe...
- A jest w podręczniku Acris Aeris? - Scorpius kartkował Kompendium Zaklęć
- Jest...
- A Caecum?
- Też jest...
- Bibere?
- Nie ma... - Rose ożywiła się nad podręcznikiem, lecz po sekundzie znów oklapła. - A nie, jednak jest... Jak mamy znaleźć jakiekolwiek zaklęcia których nie ma w tym podręczniku, jak tu są WSZYSTKIE zaklęcia?
- Nie wszystkie... Moles Manus?
- Je... Nie ma! Ha, mamy pierwsze zaklęcie!
- Drugie. - Poprawił ją Albus, przeglądając dla odmiany Pojedynki dla każdego-porady, tricki i zaklęcia - Jest przecież Sectumsempra. Ojciec mi opowiadał  tym zaklęciu.
- To zaklęcie, przez które wujek stracił ucho? No to dobra, w podręczniku go nie ma, więc mamy dwa... 
- A Metuimentis? - spytał Scorpius, odnajdując kolejne zaklęcie.
- Nie ma! Ha! Mamy trzy! Na trzydzieści, ale co tam... - Rose zapisała na pergaminie formułę. - A co ono robi? 
- Wypełnia umysł strachem i lękiem, co na większość osób działa paraliżująco.
Al westchnął i przerzucił kartkę.
- Perdopedis
- Nie ma. Co robi?
- Ucina komuś nogę. Kurczę, brutalne...
- Jak większość zaklęć pojedynkowych... - Scorpius przeciągnął się. - Nie chce mi się tego robić...
- Mi też nie, ale wolę mieć cały weekend wolny. - zwróciła mu uwagę Rose, która przy pisaniu ubrudziła sobie nos atramentem.
Biblioteka była prawie pusta. Tylko kilkoro Krukonów siedziało w kącie nad stertą książek i pani Pince przechadzała się wokół półek sprawdzając, czy nikt nie łamie regulaminu zachowania w bibliotece
- Spargo sermonis?
- Jest...
- Somnus?
- O, nie ma, już zapisuje!
- Pogrąża przeciwnika w sen na kilka godzin - podyktował jej Albus.
- Verso-versus? - Scorpius przeglądał dalej tomiszcze, ziewając okrutnie. - W sumie fajne zaklęcie, odwraca wroga tyłem do ciebie...
- Jest, niestety...
Setki zaklęć i kilka godzin potem, już prawie śpiąc, ruszyli do wieży Gryffindoru, w rękach ściskając triumfalnie listy zaklęć, w znoju i trudzie znalezione wśród najstarszych woluminów. Zmęczenie tak dało im się we znaki, że zrezygnowali nawet z kolacji.

Poranek odezwał się śpiewem ptaków, słońcem i słodkim lenistwem. Uczniowie, zmęczeni pierwszym tygodniem szkoły powolutku budzili się do życia. James w skrzydle szpitalnym nudził się jak mops, przynajmniej dopóki nie przyszła do niego Abigail i nie zaczęli wspólnie marudzić na Ślizgonów i Scorpiusa. Ayden rozdawał Krukonom cukierki, które okazały się bombonierkami leserów, a skutki były... nieprzyjemne. Samantha i jej koleżanki ze Slytherinu zaczęły dręczyć jakiegoś Puchona, a Puzel wkręcał Irytka, że Krwawy Baon się w nim zakochał. May i Rejwen siedziały w bibliotece, a Sara przeprowadzała wywiad z Jęczącą Martą. Weasleyowie udali się całą watahą do Hagrida, a Rose, Albus i Scorpius spali do południa. Spaliby pewnie dłużej, gdyby nie Prawie Bezgłowy Nick, który zaczął budzić chłopaków, tłumacząc, że sobotnie obiady są obowiązkowe. Następnie wyruszył obudzić Rose, a Albus i Scorpius, obudzeni, chociaż nie rozbudzeni, zaczęli się leniwie ubierać. 
Spotkali się z Rose przed portretem Grubej Damy i powlekli się w kierunku Wielkiej Sali. Gdy zebrała się już cała szkoła (w tym kilku Krukonów nadal ze śladami po krwotoku z nosa, czy innych przypadłościach), na środek sali, przed stół nauczycielski, wyszła grupa uczniów. McGonagall wstała i na sali zapanowała cisza.
- Jak co roku, tak i teraz witamy gorąco nasz szkolny chór, pod batutą profesora Flitwicka. Jak w każdą pierwszą sobotę miesiąca wystąpią oni, aby umilić nam czas w szkole. A teraz zapraszamy!
Uczniowie z różnych domów ustawili się w rzędzie z Nathairą na środku. Gryfonka z siódmego roku usiadła przy wyczarowanym przez Fliwicka fortepianie i zaczęła grać, a uczniowie zaczęli śpiewać. 

O Hogwarcie, szkoło magów,
Chlubo naszych przyszłych lat,
Radość naszych wszystkich uczniów
Kwitnie jak ten lilii kwiat.
Wiedzy dajesz nam bez liku,
Lekcji życia także w bród
Nie zmieścimy w jednym tomiku
Wiedzy naszej - to jest cud!

Wiedzy dajesz nam bez liku,
Lekcji życia także w bród
Nie zmieścimy w jednym tomiku
Wiedzy naszej - to jest cud!



 Nathaira, razem z blondwłosą dziewczyną grającą na fortepianie stanęły na środku, a reszta wróciła do swoich stołów wśród burzy oklasków.
- Jak nakazuje tradycja, po każdym naszym występie pierwszy głos chóru robi coś w rodzaj krótkiej "pogadanki" - zaczęła Nathaira - ale, że nasz główny wokal leży właśnie w szpitalu, to podejmujemy się jego zadania.
- Pozdrawiamy Jamesa. - pomachała  blondynka.
- Tak, pozdrawiamy. - Nathaira przewróciła oczami. - Utworem, który dziś wykonaliśmy jest parafraza "Ody do radości", czyli mugolskiego hymnu. Wystarczyło trochę pozmieniać tekst...
- Za co dziękujemy Silenie - odezwała się Gryfonka.
- ...i tak powstało to, co usłyszeliście. Muzykę stworzył Beethoven - mugolski kompozytor na wysokim poziomie. Całość jest hymnem Unii Europejskiej. Często wykonywany właśnie przez chóry, jest bardzo znanym dziełem mugolskim.
- Nathaira, zanudzisz ich...
- No dobra, niech wam będzie... Przejdźmy do konkretów... Przypominamy, że nadal trwa nabór do chóru, chętni proszeni są o zgłoszenie do profesora Flitwicka.
- Wszelkie uwagi dotyczące działalności naszego chóru prosimy zapisywać na pergaminie i wrzucać do wazy, stojącej u wejścia do Wielkiej Sali. 
- Jeśli podobał wam się nasz występ możecie dorzucić się do funduszu chóru...
- Nie mamy funduszu...
- Cii...
- Eee, nie jesteśmy takimi gadułami jak James Potter, więc kończymy naszą pogadankę i zapraszamy na nasz następny występ już za miesiąc!
- Czołem!
- Pa!
Pomachały uczniom i wróciły do swoich stołów.
Wszyscy zaczęli klaskać. Scorpius wymienił spojrzenia z Alem i Rose.
- Nie wiedziałem, że James śpiewa w chórze...
- Ja też nie. - Albus śmiał się aż łzy ciekły mu z oczu. - Ha! Mam go teraz czym szantażować! Jak rodzina się o tym dowie... 
- Ciekawe, że dotąd go nie wsypali. - Rose również się śmiała. - Przecież starsi by mu żyć nie dali i na każdej imprezie rodzinnej musiałby coś śpiewać...
Ich rozmowa została przerwana przez pojawiające się na stołach jedzenie. Porzucili temat chóru i Jamesa, i zaczęli pałaszować.





Zaklęcia wymienione w tym rozdziale:

MOŻNA kopiować i ich używać.
Spirite absum - "Absum" to "być nieobecnym" a "spirite" to "duch". Działanie: odpędza nękającego nas ducha i uniemożliwia mu na jakiś czas ponowne nas dręczenie.
Reparifarge - zaklęcie Rowling, cofa efekty błędnej transmutacji
Acris Aeris - "acris" - ostry; "aeris" - powietrze. Niewidzialna siła zadaje cios, jak cięcie nożem - pojedyncze i mocne.
Caecum - "caecus" - ślepy. Czasowo oślepia przciwnika.
Bibere - "bibere" - pić. Wzbudza w przeciwniku pragnienie nie do ugaszeni.
Moles Manus - "Manus" - ręka; "Moles" - ciężar. Zwiększa ciężar ręki trzymającej różdżkę, tak, że przeciwnikowi trudno jest celować.
Sectumsempra - Zaklęcie Rowling. *dopisek bety* Symuluje cięcie mieczem na wylot. Patrz: HP i Książę Półkrwi. Podręcznik Snape'a [hehe spoiler dla sezonowców xD] *koniec dopisku bety*
Metuimentis - "metui" - bać się; "mentis" - umysł. Wypełnia umysł strachem i lękiem, co na większość osób działa paraliżująco.
Perdopedis - "perdo" - zniszczyć, stracić; "pedis" - noga, stopa. Ucina przeciwnikowi stopę.
Spargo sermonis - "sermonis" - rozmowa, język; "spargo" - rozsypać. Zmienia język w pył. 
Somnus - sen (również imię rzymskiego boga snu). Pogrąża przeciwnika w mocnym śnie.
Verso-Versus - "verso" - odwracać "versus" - w kierunku. Odwraca przeciwnika tyłem do osoby atakującej.